Wiatr, słońce, biomasa czy atom?

Awaria reaktora Fukushima poważnie zachwiała planami budowy siłowni atomowych w Polsce. Ale są one nadal poważne, a najlepiej świadczy o tym 700 mln zł. które rząd przeznaczył ostatnio na etap przedinwestycyjny (głównie działania public relations). Pieniądze mają być wydane między innymi na kampanie społeczne czyli przełamanie oporu społecznego i obaw przed energetyką atomową.

 

Niewątpliwym sukcesem lobby atomowego jest zakorzenienie w obiegowej opinii przekonania, że energetyka jądrowa jest zdecydowanie tańsza niż uzyskana konwencjonalnie z węgla czy też gazu. Atomowa technologia jest też promowana jest też jako ekologiczna alternatywa dla odnawialnych źródeł energii. Warto zauważyć, że już pierwszych sondażach sugerowano społeczeństwu kwestie kosztów. Pytanie brzmiało, czy chcemy aby w Polsce produkowano tani prąd z bezpiecznej elektrowni atomowej. Większość z nas odpowiadało bez wahania, że tak. Nawet dziś, gdy sytuacja w Japonii jest nadal krytyczna, używa się argumentu, że energetykę atomową powinno się nadal rozwijać, niezależnie od potencjalnej groźby katastrofy - właśnie ze względu na ekonomię. Problem w tym, że tak naprawdę nie znamy kosztów budowy reaktora ani jego eksploatacji, nie znamy też kosztów zagospodarowania odpadów.

Czy w takiej sytuacji można w ogóle porównywać energetykę atomową z innymi źródłami energii?

Rząd płaci, czyli kto?

Już od narodzin energetyki jądrowej 50 lat temu była ona beneficjentem hojnej rządowej pomocy, przeznaczonej zarówno na jej rozwój jak i bieżące funkcjonowanie. Pomimo publicznego wsparcia, ta gałąź przemysłu wciąż nie jest jednak rentowna – taką konkluzję przynosi raport opublikowany przez amerykański Związek Zaangażowanych Naukowców (UCS). W opublikowanym kilka miesięcy temu dokumencie (jeszcze przed trzęsieniem ziemi w Japonii) pod tytułem „Nuclear Power: Still Not Viable Without Subsidies” wymieniono ponad 30 źródeł dofinansowywania pełnego cyklu życia paliwa jądrowego (od wydobycia rudy uranu po długoterminowe składowanie odpadów). Pomoc ta w wielu przypadkach przewyższa średnią rynkową cenę wyprodukowanej energii.

- Pomimo trwającego od kilku dziesięcioleci publicznego wsparcia dla energetyki jądrowej sama technologia wciąż pozostaje nieekonomiczna a przemysł domaga się od rządu angażowania coraz większych środków - mówi Ellen Vancko, prowadząca w ramach UCS projekt „Energia jądrowa w kontekście zmian klimatycznych”. - Koszty tej technologii nieustannie rosną mimo konsekwentnego wpompowywania miliardów dolarów w budowę nowych instalacji. Tworzy się w ten sposób sztucznie uprzywilejowaną pozycję energetyki jądrowej na rynku zamiast skupić się na o wiele efektywniejszych źródłach energii, które umożliwiałyby szybszą i obciążoną mniejszym ryzykiem redukcję emisji CO2.

Zarówno już uruchomione jak i planowane dofinansowanie nowych instalacji jądrowych oznacza dla podatników większe koszty i wzięcie na siebie ryzyka związanego z funkcjonowaniem tej formy energetyki. Warto przypomnieć, że administracja prezydenta Obamy przygotowała projekt budżetu zakładający wyasygnowanie 36 miliardów dolarów w formie federalnych gwarancji bankowych na potrzeby budowy nowych elektrowni jądrowych. Po zsumowaniu z udzieloną wcześniej pomocą daje to zawrotną kwotę 58,5 miliarda dolarów. Oczywistym jest, że jeśli objęte gwarancjami przedsięwzięcia staną się niewypłacalne wierzyciele natychmiast sięgną wprost do kieszeni podatników.

Tanie czyli drogie

Kluczowe formy wsparcia energetyki jądrowej niekoniecznie obejmują transfery żywej gotówki – czytamy w raporcie. Ryzyka związane z budową i eksploatacją (z uwzględnieniem niedoszacowania kosztów, nieterminową spłatą kredytów, skutkami awarii oraz składowaniem odpadów) przestają być zmartwieniem akcjonariuszy a stają się problemem podatników.

Najistotniejsze formy wsparcia energetyki jądrowej wskazane w raporcie to: zmniejszenie kosztów kapitału, siły roboczej oraz działek budowlanych na drodze ustanowienia gwarancji kredytowych i ulg podatkowych; ukrycie prawdziwych kosztów produkcji energii jądrowej poprzez dofinansowywanie wydobycia uranu i korzystania z zasobów wodnych. Państwo przejmuje też długoterminowe ryzyko związane z działalnością branży, finansuje składowanie odpadów radioaktywnych, czy zamykanie starych elektrowni i zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa elektrowni jądrowych i usuwaniem skutków ich awarii. Nawiasem mówiąc, bardzo ciężko jest oszacować łączną wartość zaangażowanych w tym celu środków. Autorzy raportu podają, że publiczna pomoc stanowi od 13 do 98 procent wartości wyprodukowanej energii. Nawet jeśli dotacje stanowią małą część końcowego kosztu energii jądrowej, to i tak zapewniają jej uprzywilejowaną pozycję względem konkurencji.

Czy atom jest nam w ogóle potrzebny?

Argument, że brak nam energii elektrycznej jest mocno naciągany. Polska ma nadwyżki w bilansie energetycznym i te nadwyżki eksportuje. Mało tego, jest ogromny potencjał wzrostu dodatniego bilansu energetycznego poprzez inwestycje w modernizację przesyłowych sieci energetycznych (wzrost z 35 proc sprawności przesyłu do 55 proc a nawet większej), poprzez inwestycje w energetykę rozproszoną (wzorem Danii), elektrownie kogeneracyjne, źródła odnawialne oraz termooszczędne budownictwo.

Argumentem przeciwko energetyce jądrowej jest również nadal nierozwiązany problem utylizacji i składowania materiałów radioaktywnych z wypalonego paliwa jądrowego. Jak dotąd żaden kraj nie uporał się z tym problemem, a wszystkie składowiska odpadów jądrowych są traktowane jako tymczasowe, czekające na decyzję. Dotychczasowe próby składowania czy to pod ziemią, czy pod wodą, stwarzają nie przyniosły rezultatów, a wręcz przeciwnie stwarzają kolejne zagrożenia ekologiczne (katastrofa w kopalni Asse i Gorleben w Niemczech, gdzie odpady radioaktywne dostały się do wód gruntowych).